piątek, 11 lipca 2014

Wspólnota

Z nikim nie czuję takiej wspólnoty dusz, jak z inną dziewczyną, która straciła mamę. Nawet jeśli to postać z serialu lub książki. Albo nawet aktorka. Utożsamiam się z nią. Rozumiemy się.

Stara znajoma z gimnazjum. Wcale nie bliska koleżanka ze studiów. Daleka kuzynka. Młoda dramatopisarka, której twórczość lubię. Agata Przybysz z Prawa Agaty. Alicja Keller z Lekarzy. Joanna Koroniewska. Marta Kaczyńska.

Gdyby myślę o nich, widzę jedno - utratę mamy.
Gdy myślę o innych znajomych, których na co dzień spotykam, też widzę jedno - oni mają mamę.

Często w towarzystwie nachodzi mnie taka refleksja, że ci wszyscy ludzie wokół są szczęściarzami, bo ich mamy żyją. A ja jako jedyna nie mogę już do swojej Mamy zadzwonić czy pojechać na obiad.

To są tak natrętne myśli, tak bezwiedne, że naprawdę trudno się od nich uwolnić.

Brakuje mi w moim otoczeniu kogoś, kto by mnie naprawdę mógł zrozumieć. Nie mam siostry, a z braćmi jest jednak trochę inaczej.

Czasem czuję się jak na bezludnej wyspie.

czwartek, 10 lipca 2014

Dzięsięć, dwadzieścia

Gdy urodziła się N., to dziesiąty dzień miesiąca stał się naszym ulubionym. Pyzunia co miesiąc dostawała od nas jakiś prezent. Czekałyśmy bardzo na każdy dziesiąty. I cieszyłyśmy się z niego jak wariatki. Dwie wariatki, ciocia i babcia, zakochane po uszy w małym człowieku.

Dziesiąty września miał być fajnym dniem. Pewnie poszłybyśmy do Laleczki z kolejnym prezentem. Na jej dziesiąty miesiąc życia. Pewnie tak...

Jednak ten dzień na zawsze pozostanie już słodko-gorzki.

Dokładnie dziesiątego dnia miesiąca, w dziesiątym miesiącu N., odeszłaś od nas.

A dziś mija właśnie dziesięć miesięcy od tamtego przeklętego dnia. 

N. jest dwa razy starsza niż wtedy, gdy byłaś obok. To takie szczęśliwe dziecko. Tak radosne i beztroskie. Tak kochane i szalone. Byłabyś zachwycona. I dumna jak paw. Żałuję, że nie możesz. I żałuję, że N. nie ma już przy sobie najlepszej babci świata. 

Dziwne i okrutne to wszystko. A ja wcale nie czuję się silniejsza, niż w dniu Twojej śmierci. Frazes o leczeniu ran przez czas - dla mnie póki co nie znaczy nic.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Kruszę się

Zbliża się kolejny dziesiąty. I już czuję, jak kolejny raz się kruszę. Coraz mniej czasu potrzeba mi do oczu pełnych łez. Coraz błahsze stają się powody duszności. Coraz szybciej opadam z sił.

Potem będzie chwilę z górki...

...do następnego dziesiątego.

sobota, 5 lipca 2014

Te chwile ważniejsze, trudniejsze

To że brakuje mi Ciebie na co dzień, to rzecz oczywista. Żyję z tą pustką od prawie dziesięciu miesięcy. Nie, nie przyzwyczaiłam się. Może jedynie trochę oswoiłam. Co by nie oszaleć.

Jednak są takie chwile, gdy ten brak odczuwam dużo mocniej. Gdy tęsknię bardziej. Gdy pustka po Tobie jest nie do wytrzymania. 

Moje urodziny. Odebranie dyplomu ze studiów. Roczek N. Wigilia. Narodziny O. Wielkanoc. Dzień Matki. Twoje urodziny. Urodziny chłopaków, Taty. 

A teraz jeszcze chrzciny O. Już jutro.

Tyle pięknych i ważnych momentów, które powinnyśmy wspólnie przeżywać. Wspólnie się do nich przygotowywać, a potem wspólnie o nich rozmawiać. 

Słabo mi na samą myśl, ile jeszcze takich chwil przede mną...

piątek, 4 lipca 2014

Pozazdrościć

Biuro. Za minutę czternasta. Pakując swoje rzeczy, żartujemy z kolegą obok, że trzeba szybko uciekać, nim komukolwiek przyjdzie do głowy poprosić nas o nadgodziny.

R: Mama obiad gotuje, do domu trzeba jechać!
Ja: (cicho) Pozazdrościć...


Dla mnie już nikt nie gotuje obiadów. No, ewentualnie Babcia. Ale to przecież nie to samo.

wtorek, 1 lipca 2014

Świeża pościel i trufle

Gdyby policzyć, ile razy w ciągu dnia moje myśli kierują się w Twoją stronę, wyszłyby tego dziesiątki. A może setki? Właściwie cały czas jesteś w mojej głowie. Gadam do Ciebie, opowiadam Ci o wszystkim, czasem się na Ciebie denerwuję. Wariatka, stwierdzą niektórzy.

Jednak są takie momenty w mojej codzienności, gdy te myśli są silniejsze, uczucia bardziej intensywne. Gdy wspomnienia atakują w sposób zupełnie bezwiedny.

Wczoraj na przykład - ubierałam sobie świeżą, pachnącą, wyprasowaną pościel. I gdy potem tak leżałam w nocy, przyjemnie otulona, przypomniały mi się te wszystkie studenckie powroty z Poznania, na weekend do domu, gdzie czekała na mnie świeża pościel, przygotowana przez Ciebie. Bardzo dbałaś o to, aby te parę dni w domu rodzinnym były najlepsze z możliwych. I były. Uwielbiałam te powroty. Dawały mi wiele energii i radości. Zawsze bardzo na nie czekałam. 

Ile bym dała.......

A dziś w sklepie zauważyłam nasze trufle. Nie jadłam ich całe miesiące. Kupiłam garść do kawy. A jedząc, czując znajomy smak, wspominałam sobie Twój uśmiech. I ten błysk w oku, gdy sięgając po kolejnego cukierka, mówiłaś: "A, tyle nasze! Raz, nie zawsze!".

Kocham Cię, Mamo. I tęsknię cholernie...

niedziela, 29 czerwca 2014

Pogodzić się z losem

Co jakiś czas jestem pytana o to czy pogodziłam się już z losem.

To jedno z tych pytań, których nienawidzę. 

"Jak się trzymasz?" 
"Dajesz radę?"
"Pozbierałaś się już?"

Przyznaję - nawet na zwykłe pytanie "Co u Ciebie?" jestem uczulona. 

Nie znoszę bezpośredniości i braku taktu u ludzi. Poziom mistrzowski osiągnęła ostatnio kobieta sprzedająca ciuchy w sklepiku na naszym targowisku. Oglądałyśmy z Babcią bluzki dla niej. Czarne. I obie również byłyśmy ubrano na czarno, wiadomo. A to babsko roześmiane, rozkrzyczane, wylatuje i woła do nas: "Na żałobę szukacie?". 

Nie, na wesele, kurwa mać. I co Cię to, głupia babo, obchodzi??!!

Odeszłam szybko bez słowa, żeby nie powiedzieć tego, co powyżej. Tego, co pomyślałam w tym momencie.

Bo ja chyba nigdy nie pogodzę się z losem. Owszem, będę żyć dalej, może nawet spróbuję być (jako tako) szczęśliwa. Będę się śmiać, żartować, spotykać z ludźmi. Ale nigdy, nigdy, nigdy nie pogodzę się z tym, że ktoś tak dobry, mądry, uczciwy, pracowity i aktywny. Ktoś tak wyjątkowy jak moja Mama umarł z dnia na dzień. Bez pożegnania. Umarł, choć powinien żyć jeszcze wiele lat. Wiele pięknych lat, na które zasłużył. 

Nie pogodzę się z tym, że w dniu moich zaręczyn nie będę mogła zadzwonić do Mamy z radosną nowiną. Że nie pomoże mi w wyborze sukienki ślubnej. Że nie będzie płakać na moim ślubie. Że nie przyjdzie na pierwszą kąpiel mojego dziecka. Że nie pozna moich dzieci... Że moje dzieci zostaną pozbawione tak świetnej Babci.

Nie tak miało być, Mamo.

środa, 18 czerwca 2014

Pełna abstrakcja

Rok temu pomagałam Ci wybrać sukienkę na wesele M. i J. 
Co sezon wybierałyśmy razem kurtkę lub buty zimowe.
Nawet lakier do paznokci musiałyśmy wybrać wspólnie.

Dziś, Mamo, wybierałam wzór Twojego cmentarnego pomnika. Stałam na ogromnej przestrzeni, a wokół pełno różnych, przykładowych nagrobków. I gdy już decyzja została podjęta, a ja podawałam kamieniarzowi Twoje dane do zapisania na tablicy, po raz kolejny to poczułam. Poczułam, że to moje życie obce jakieś. Jakbym oglądała film lub czytała książkę. Pełna abstrakcja.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Unikam, uciekam

Jestem mistrzynią uniku. Unikam rozmów, które niebezpiecznie zmierzają w rejony rodziców, dzieciństwa, wspomnień. Szybko zmieniam temat. Uciekam, nim ktokolwiek zauważy.

Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy, jak często zahacza się w rozmowach ze znajomymi o takie tematy.

Czasem łapię się na tym, że chcę już coś wtrącić, zarzucić jakąś anegdotą, jakimś naszym wspomnieniem adekwatnym do danej sytuacji. Ale za moment przypominam sobie... i milknę. Gryzę się w język. Skupiam na zatrzymaniu łez w oczach i złapaniu oddechu.

Bo mówić o Tobie w czasie teraźniejszym już nie mogę. A w czasie przeszłym - jeszcze nie potrafię.

Jestem gdzieś pomiędzy. Tkwię w próżni.

niedziela, 15 czerwca 2014

Dziewczyna w czerni

Ponad dziewięć miesięcy temu zrosłam się z czernią. To było dla mnie tak oczywiste jak karp na Wigilię.

Nie lubiłaś, gdy chodziłam na czarno. Na wspólnych zakupach zawsze odradzałaś mi ubrania w tym kolorze. W dniu Twojej śmierci miałam tylko jedną czarną bluzkę.

Teraz moje zakupy są dosyć proste. Szukam tylko czerni. Chodzę tak bardzo na czarno, jak tylko się da. Czasem pozwolę sobie na granatowe spodnie, albo chustkę w białe groszki. Najlepiej jednak czuję się wtedy, gdy cała od stóp do głów jestem czarna. 

Nie jest to ani grą, ani pozą, ani epatowaniem żałobą. To jestem ja. Nie wyobrażam sobie teraz siebie inaczej. Czułabym się fałszywie w białej bluzce czy fioletowym swetrze. Moja dusza jest czarna. Moja samotność i moja tęsknota mają ten kolor. 

Niektórzy próbują mnie namawiać, abym zaczęła rozjaśniać swoje stroje. Nawet tata z babcią. Ucinam takie rozmowy bardzo szybko. To ja decyduję o sobie. Koniec kropka.

Za tydzień ślub mojej najlepszej przyjaciółki. Inaczej to sobie kiedyś wyobrażałyśmy. Szalony wieczór panieński, tańce na weselu. Ale tak nie będzie. Nie zorganizuję jej panieńskiego, nie zatańczę na weselu, nie wypiję toastu. I ubiorę się na czarno, bo to jest teraz mój kolor. Niby dlaczego ze względu na ślub miałabym się przebierać i udawać kogoś innego? A. to rozumie i nigdy nie zrobiłaby mi wyrzutów z tego powodu. Cieszy ją sama moja obecność. Dlaczego nie każdy tak to widzi?

Nie porzucę czerni po roku żałoby. Ale nie wykluczone, że zacznę sobie stopniowo pozwalać na inne kolory. Szarości, granaty, brązy. Jednak w pewnym sensie do końca życia będę już w środku czarna. Bo żałoba po Mamie nie kończy się nigdy. To wiem na pewno.